Przejdź do głównej zawartości

Wildfire Rozdział 14 cz. 5

Niezmiennie liczymy, że zasłużyliśmy na Wasz kredyt zaufania i że nie traciliście w nas dzisiaj wiary. Nam -po całym dniu biegania w całkiem sympatycznych okolicznościach przyrody- udało się wreszcie dotrzeć do hotelu i z jednej strony możemy przesłać Wam serdeczne pozdrowienia z tegorocznej Europejskiej Stolicy Kultury, a z drugiej zapraszamy już na kolejny fragment rozprawy ze Sturmem i jego zbirami. Tekstu nie ma może zbyt dużo, ale wierzymy, że biorąc pod uwagę okoliczności, wybaczycie nam i bez nadmiernej irytacji (no po prostu nie możemy się powstrzymać przed zawieszaniem tłumaczenia w newralgicznych miejscach;-) wykażecie się cierpliwością. Jutro postaramy się mniej więcej o tej samej porze powrócić z następnym odcinkiem.
Przyjemnej lektury!


Romeo wystrzelił i zatrząsł się cały. Kolejny strzał i kolejny wstrząs. 
-Wywaliliśmy dziurę! -babcia Frida zaśmiała się. Czołg ruszył do przodu. -Stary czołg, a niech mnie. Już ja im pokażę.
Chwyciłam swoją broń i wysunęłam się z włazu. Jaskrawe, elektryczne światło na moment mnie oślepiło. Wewnętrzny mur był ciemną barierą za nami. Mrugnęłam i dostrzegłam najbliższy konstrukt, ogromną koniopodobną bestię, odbijającą światło reflektorów. Jego oczy jarzyły się jasnym błękitem. Otworzył paszczę, sprawdzając zęby w kształcie sztyletów, wielkie jak moje przedramię. 
To był zły pomysł. To był straszny, absurdalny pomysł. 
XM25 w mojej ręce ważył tonę. Wycelowałam go w konstrukt, zaparłam się i nacisnęłam spust. Ręczna wyrzutnia granatów wypluła swój ładunek. Odrzut wstrząsnął całym moim ciałem. 
Granat uderzył w pierś konia i wybuchł, wyrywając sporą dziurę i rozsiewając wokół grad metalowych i plastikowych części. Konstrukt zaczął załamywać się pod własnym ciężarem. Ha! Nie bez powodu nazywali tę broń Punisherem. 
Rozrzucone fragmenty zaczęły wracać, wypełniając dziurę. Szlag by to!
-Jedź! -wydarłam się w kierunku babci Fridy -Jedź!
Romeo przyspieszył, okrążając kopułę. Koń ryknął, do naszych uszu dotarł nieprzyjemny zgrzyt metalu. 
źródło:pixabay.com
Jasna cholera. 
Obnażył swoje kły i rozpoczął za nami pościg. 
Czołg gnał z maksymalną prędkością, która nie była jednak wystarczająca, by zgubić atakującą nas bestię. Koń zbliżał się do nas. 
Załadowałam kolejny granat. Ten trafił w dolną cześć końskiego brzucha i częściowo rozszarpał jego tylne nogi. Konstrukt potknął się. W tyle zauważyłam, jak potężny zlepiony z odłamków tygrys rozpędza się. 
-Schowaj się! -krzyknęła babcia Frida. 
Rozejrzałam się gwałtownie, by kątem oka dostrzec ogromnego nosorożca szarżującego na nas z przeciwnej strony. 
Zanurkowałam do środka wieżyczki. Konstrukt zderzył się z czołgiem, miotając mną o burtę wozu. Mój hełm uderzył o coś mocno, aż zadzwoniło mi w głowie. Na chwilę wszystko stało się niewyraźne. 
Romeo zadrżał. Babcia Frida wystrzeliła kolejny pocisk. 
Stalowa paszcza zasłoniła światło we włazie nade mną. Widziałam metalowe bebechy stwora, lśniące spajającą je magią. Przeraźliwy zgrzyt metalu trącego o metal przeszył moje uszy. Tygrys siedział na szczycie wieżyczki i próbował się wgryźć w pancerz. 
Stal zajęczała. Wyglądało na to, że konstrukt zaraz rozerwie Romea. 
Kiedy trafiłam konia, wybuch powinien rozrzucić jego fragmenty na sporą odległość, ale nic takiego się nie stało. Odleciały ledwie na kilka metrów, by po chwili wrócić na swoje miejsce. Magia ograniczyła efekt eksplozji. 
Uniosłam wyrzutnię granatów prawie pionowo do góry, wycelowałam w metalową gardziel, wypaliłam i poleciałam w dół. Metalowe zęby zacisnęły się na broni, prawie odcinając mi rękę. 
Fala uderzeniowa trafiła mnie, ale ze znacznie mniejszą siłą, niż powinna w normalnych warunkach. Nagle przez właz do wnętrza wlał się blask reflektorów. Podniosłam się, wspięłam i wyjrzałam na zewnątrz. Tygrys toczył się po ziemi, szybko przebudowując rozszarpaną przednią część, która była wcześniej jego łbem. Nosorożec okrążył nas i przymierzał się do szarży od tyłu. Koń znajdował się ledwie kilka metrów za nami. 
Wystrzeliłam, załadowałam i znów strzeliłam. I nie przestawałam, próbując zyskać nieco na czasie. Potężne wgłębienia i rysy znaczyły pancerz Romea w miejscach, gdzie tygrys przeciągnął swoimi pazurami i zębami. Nie przetrwamy kolejnego ataku. Jeżeli pozwolimy, by konstrukt ponownie wskoczył na czołg, rozerwie nas jak puszkę sardynek. 
Dźwięk eksplozji przetoczył się po okolicy. Okrążyliśmy kopułę i zobaczyliśmy kruszący się na duże odłamki mur. 
Skręciliśmy i pognaliśmy po trawie. Mały czołg i pędzące za nim trzy olbrzymy: koń, tygrys i nosorożec. 
Koń skoczył i wylądował na pancerzu. Potężne szczęki rozwarły się i skierowały się w moją stronę. 
Wystrzeliłam ostatni granat w konstrukt i rzuciłam się w dół włazu. Lądując na dole, usłyszałam wybuch. Nie miałam już więcej amunicji. Zostały mi tylko trzy standardowe granaty. Złapałam jeden z nich i miotnęłam nim przez otwarty właz. Zniszczony koń spadł z czołgu, a jego miejsce zajął tygrys. 
Wyciągnęłam zawleczkę z kolejnego granatu i rzuciłam nim. Tygrys uchylił się i skoczył, uderzając o pancerz metalowym ogonem i wysuwając swoje pazury, by zabić. 
Już po nas. 
Duży kawał gruzu przeciął ze świstem powietrze i uderzył w tygrysa, zrzucając go z czołgu. Konstrukt uderzył w ziemię i został pogrzebany pod fragmentem muru. Spod rumowiska wystawał jedynie jego szaleńczo uderzający w grunt ogon. Kolejny kawał betonu zwalił się na bestię. 
Przed nami, w kręgu narysowanym na asfaltowej drodze dojazdowej stał Rogan. Cały był napięty, jego dłonie szarpały powietrze wokół. 
Kolejny ogromny kawał muru wzniósł się i pomknął w kierunku konia. Uderzenie wręcz zmiażdżyło konstrukt, który rozpłaszczony pod masą betonu i zamarł. 
Romeo przejechał obok Rogana. 
Za nami wciąż szarżował nosorożec, wprawiając ziemię w drżenie. 
Rogan podniósł obie ręce nad głowę. 
Dwudziestopięciometrowy kawał muru zatrząsł się. Rogan próbował oderwać go od reszty konstrukcji, ale coś go trzymało. 
Czołg wyhamował i zawrócił. 
-Wyskakuj! -rozkazała babcia Frida. 
-Co?
-Wyskakuj! -warknęła. 
Przecisnęłam się przez właz, skoczyłam i przeturlałam się po trawie. Romeo ruszył z rykiem silnika na spotkanie nosorożca. 
Och nie. Nie…

Komentarze

  1. Wasza strona w dniu dzisiejszym byla chyba naj częsciej odświeżaną stroną
    dziekuje za kolejny kawalek, chociaż mam przez babcie Fridę lekkiego stresa ( czy wyjdzie z tego calo ) Bawicie sie dobrze i wypoczywajcie zbierajcie sily na nowe tlumaczenie pozdrawiam hana80/bicker10

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że babcia z tego wyjdzie, albo może Rogan jej pomoże. Bardzo dziękuję za kolejny fragment tłumaczenia. Pozdrawiam, Meg

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh nie... mam nadzieję, że babcia Frida nie ma zamiaru się poświęcić. Dziękuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje pewno babcia tez bedzie wielka niespodzianka b.

    OdpowiedzUsuń
  5. Babcia Frida ma jakiś szalony pomysł. Oby wyszła z tego cało. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  6. Och Babciu Frido, mam nadzieję że masz w zanadrzu jakąś niespodziankę!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za kolejne tlumaczeni, uwielbiam Was :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za tłumaczenie :) Udanego wyjazdu!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Babcia Frida debeściara 😎

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy konkurs -siostry Nevady.

Wszystkich, którzy mają już za sobą lekturę całości rozdziału jedenastego, chcemy zaprosić do nowej zabawy, mającej na celu odgadnięcie, jakimi mocami dysponują siostry Nevady. Zachęcamy Was do podzielenia się swoimi przemyśleniami, domysłami i pomysłami na temat całej rodziny Baylorów. Kto jest kim, jakimi talentami dysponuje i kto też jeszcze ukrywa się w przysłowiowej szafie...? źródło:unsplash.com;autor Aleksandr Raskolinkow Rzec jasna, by nie psuć przyjemności z dalszego samodzielnego odkrywania fabuły Hidden Legacy (tytuł jest w końcu znaczący;-), nie będziemy mogli zdradzić, jaka jest prawidłowa odpowiedź, ale obiecujemy, że spora część zagadek zostanie rozwiązana w finale White Hot. Jeżeli zaś ktoś zapoznał się już z całą trylogią w oryginale, prosimy o komentarze w poście o  dylematach tłumacza i alercie spoilerowym Tymczasem zaś raz jeszcze zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie i ogólnie do dobrej zabawy! P.S. Tradycyjnie dla wszystkich komentujących mam...

Twitter Currana: Pierwsze urodziny Conlana

By zrekompensować wszystkim  trudności związane z dostosowywaniem swojej strony internetowej do wymogów RODO, w tym konieczności ponownego subskrybowania newslettera - Ilona i Gordon postanowili podzielić się ze swoimi fanami tzw. Twitterem Currana. Na początku tej dekady jedna z głównych recenzentek w Amazonie po przeczytaniu "Magia krwawi" stwierdziła, że Kate i Curran są tak na siebie wściekli, że nie będzie pomiędzy nimi żadnego "ćwierkania". W uniwersum KD Twitter nie istnieje, ale IA uznali, że to byłoby całkiem zabawne i stworzyli cykl bardzo krótkich opowieści obracających się wokół wymiany takich lakonicznych wiadomości pomiędzy Kate, Curranem i ich znajomymi. Po kilku latach przerwy pomysł został reaktywowany, a efekty tej pisarskiej zabawy znajdziecie poniżej. Zapraszamy Was do lektury e-rozmów o pierwszych urodzinach Conlana. Jim do Currana: Co powinienem kupić waszemu synowi na jego pierwsze urodziny? Curran: Nic głośnego. Cur...

Wildfire Rozdział 2 cz.3

Dzisiaj rozstajemy się już z magazynem Baylorów i wraz z Nevadą i Roganem ruszamy w wielki świat magicznej biurokracji;-) Na marginesie tego fragmentu będziemy też mieć do Was kilka pytań z czysto translatorskiego punktu widzenia. Ale o tym już w kolejnym wpisie za jakiś czas, a tymczasem zapraszamy do lektury! Biuro Rejestru Domów zajmowało niewysoką szklaną wieżę przy Old Spanish Trail, naprzeciw Urzędu Statystycznego. Asymetryczna budowla o skomplikowanej strukturze sprawiała dosyć dziwne wrażenie. Kiedy Rogan zaparkował swojego grafitowego range rovera na parkingu przed biurem, zobaczyłam front budynku w kształcie klasycznego gęsiego pióra do pisania. Zachodzące słońce odbijało się w ciemnym szkle. Zaledwie kilka samochodów zajmowało miejsca na parkingu.  -Jesteś pewien, że go tu zastaniemy? -zapytałam.  -Tak.  -Jest Boże Narodzenie.  Rogan odwrócił się do mnie. -Będzie tutaj, bo do niego zadzwoniłem i go o to poprosiłem.  Chwyciłam za...