Przejdź do głównej zawartości

Magic Triumphs Prolog

Dzisiaj mamy dla Was niespodziankę. Zamiast nowego fragmentu Sweep of the Blade, IA podzieliła się z wszystkimi swoimi fanami początkiem Magic Triumphs. Na jej blogu pojawiły się dwa pierwsze, nie w pełni jeszcze zredagowane, ale od jak dawna oczekiwane - rozdziały Kate Daniels Nr 10.
Niniejszym mamy przyjemność zaprosić Was do lektury prologu. Na początek przypominamy jeszcze oficjalną zapowiedź finału historii KD. A kolejne fragmenty postaramy się publikować sukcesywnie w ciągu najbliższych dni, o ile tylko czas i łącze pozwolą nam na to.
Pozdrawiamy wiosennie i mocno żałujemy, że za starzy już jesteśmy na wagarowanie;-)!


Kate przebyła długą drogę, od kiedy była dziewczyną samotnie zmagającą się z paranormalnymi problemami w odmienionej Atlancie. Przez ostatnie lata
zdobyła przyjaciół i przysporzyła sobie wrogów. Znalazła miłość i założyła rodzinę z Curranem Lennartem, byłym Władcą Zwierząt.
Ale dla możnych tego świata jej magia jest zbyt silna, by pozwolono jej żyć w spokoju. 

Kate zawarła z ojcem niepewny rozejm. Ale kiedy Roland zaczyna na powrót szukac slabych punktow w jej obronie, Kate wie, że prędzej czy później konfrontacja będzie nieunikniona. Wyrocznia zaczyna mieć wizje pełne krwi, ognia i ludzkich kości.
Na progu domu Kate pojawia się tajemnicza skrzynia i groźba wojny ze starożytnym wrogiem, który prawie zniszczył całą jej rodzinę, staje się realna.  Czas pokoju dobiega konca.

Kate Daniels nie widzi innego wyjścia, jak tylko połączyć siły z najbardziej nieprawdopodobnymi sprzymierzeńcami. Wie, że zdrada jest nieuchronna. Wie, że może nie przeżyć nadchodzącej bitwy. Ale musi spróbować.

Dla jej dziecka.
Dla Atlanty.
Dla świata.


Magic Triumphs


Prolog


Ból z bioder rozszedł się po całym moim ciele, rozdzierając je na strzępy. Zagryzłam zęby. Męka trwała tak długo, że zdawało mi się, iż nie wytrzymam już sekundy dłużej. I wtedy ból ustąpił. Bez sił opadłam w wodę. 

Andrea przyłożyła mi do twarzy zimna ściereczkę. -Już prawie. 

Curran ścisnął moja dłoń. Oddałam mu uścisk. 
Ponad nami sklepienie jaskini odbijało wodne refleksy. Pieknie…

-Nie odpływaj -ostrzegł mnie Doolittle. 

Mogłabym zamknąć oczy tylko na moment. Jedną chwile. Byłam tak zmęczona. 

-Czy to zawsze zajmuje tyle czasu? - zapytała moja ciotka. 

-Czasami tak -odrzekła Evdokia z dłonią na moim brzuchu. 

-Mi to nigdy nie zajmowało aż tyle.

-Każda kobieta jest inna -zauważyła Andrea. 

Znowu poczułam skurcze. Zagryzłam zęby. Miałam wrażenie, jakby kości pękały mi na pół. Po chwili wszystko puściło, a ja opadłam na plecy. 

-To trwa już szesnaście godzin - warknęła ciotka. -Jest wyczerpana i wycierpiała już wystarczająco dużo. Zróbcie coś. Dajcie jej jakieś tabletki, które wasza cywilizacja tak uwielbia. 

-Nie możemy podać jej żadnych leków -odezwała się Evdokia spokojnym głosem. -Już na to za późno. Dziecko jest w drodze. 

-Daj jej coś albo zabiję cię stara wiedźmo.

-Jeżeli coś jej podamy, możemy zrobić krzywdę dziecku -wtrąciła się Andrea. 

Dziecko. To wyrwało mnie z maligny. Byliśmy w Lesie Wiedźm, w jaskini z magicznym źródłem. Wyczuwałam pracujące na zewnątrz zgromadzenie, dzięki któremu jaskinia okryta była nieprzenikalną zasłoną magii. Jak długo dawało się ją utrzymać, mój ojciec nie mógł nas znaleźć. Przynajmniej teoretycznie. 

Wokół mnie rozpryskiwała się woda z magicznego źródła. Leżałam w kamiennym zagłębieniu z głową na krawędzi niecki i nogami zwróconymi w stronę podziemnego rozlewiska. Evdokia stała pomiędzy moimi nogami, zanurzona po pas w wodzie. Doolittle trwal w pogotowiu z prawej. Było tu zbyt wielu ludzi.

Chwycił mnie kolejny skurcz. Ból rozdzierał mnie od środka.

Przyj -nakazał Doolittle. -Przyj. Właśnie tak, dobrze...Dobrze.

-Dasz radę -odezwał się Curran. -Nie poddawaj się, kochanie.

 Złapałam mocno jego dłoń i zaczęłam przeć. Przeszył mnie obezwładniający rozbłysk bólu i nagle wszystko stało się łatwiejsze.

-Jeszcze raz -powiedział Doolittle.

-Przyj -ponagliła mnie Evdokia - Nie z takimi rzeczami sobie radziłaś.

-Przyj. Raz jeszcze.

Nie miałam już na nic sił, ale jakimś cudem zdobyłam się na jeszcze odrobinę wysiłku i nagle moje ciało stało się tak lekkie. Przeszyła mnie fala bólu, gorąca i wręcz kojąca. Zamrugałam.

-Gratulacje! - Evdokia uniosła coś z wody i zobaczyłam mojego syna. Był czerwony i pomarszczony, i był najpiękniejszą rzeczą, jaką dane mi było zobaczyć w całym moim życiu. Łapczywie wciągnął powietrze i zapłakał.

Curran uśmiechnął się do mnie szeroko -Udało ci się, kochanie.

Moja ciotka prześlizgnęła się po powierzchni wody niczym przejrzysty cień. Evdokia podała jej mojego syna i Erra wzięła go, utrzymując w swych niematerialnych ramionach siłą czystej magii. Impuls mocy przeskoczył z niej na dziecko i przez moment mój syn zajaśniał magią.

-Oto moja krew - duma wibrowała w glosie Erry. -Spójrzcie na Księcia Shinar i wiedzcie, że jest doskonały!

Ponad nami zabuzowała magia. Poczułam ją nawet przez zasłonę stworzoną przez wiedźmy. Mój ojciec nadchodził.

Ciotka przemieniła się w obłok czystej, lśniącej magii, która wirowała wokół mojego syna, spowijając go w kokonie jej mocy i chroniąc samą esencją Erry.

Ostrze magii Rolanda uderzyło w wiedźmią zaporę. Przez nieznośnie długi ułamek sekundy bariera opierała się jego mocy, ale ta wbijała się w nią coraz głębiej i głębiej. Jeszcze chwila i przebije się.

Nigdy nie dostanie mojego syna.

Moc wyrwała się ze mnie w skumulowanym strumieniu bólu. Włożyłam w to każdą cząstkę pozostałej mi siły. Moja magia wyrwała się na spotkanie najeźdźcy. Woda w podziemnym jeziorku uniosła się do góry, odsłaniając dno rozlewiska.

Słowa mocy spływały z moich ust. -Zapomnij. Ani dzisiaj, ani kiedykolwiek.

Zmagaliśmy się, pomiędzy nami wibrowała magia, strumienie mocy skręcały się i wiły niczym żywe stworzenia.

Ostrze naparło, wspierane całą mocą Rolanda.

Krzyknęłam, a w moim głosie nie było bólu, lecz sama wściekłość. Wypełniła mnie magia, ziemia podzieliła się ze mną mocą, której tak bardzo potrzebowałam i którą skierowałam teraz przeciwko swojemu ojcu.

Ostrze skruszyło się.

Woda z pluskiem wypełniła nieckę. A ja padłam na wznak. Mój ojciec przegrał.

Udało mi się. Poradziłam sobie z wszystkim.

Curran wskoczył do wody. Erra wypuściła ze swoich objęć naszego syna i Curran przytulił go do piersi. Moja ciotka przemieniła się. Coś dziwnego przepłynęło pomiędzy nią, a Curranem, ale byłam zbyt zmęczona, by się tym przejmować.

Curran podszedł bliżej i podał mi dziecko. Przytuliłam je do siebie. Był taki drobny. Taki delikatny. Życie, które wraz z Curranem stworzyliśmy.

Curran otoczył mnie ramionami i przyciągnął nas oboje ku sobie.

-Imię dziecka - odezwała się Erra.

-Conlan Dilmun Lennart - odpowiedziałam. Pierwsze imię należało do ojca Currana, Drugie pochodziło od Erry. To była nazwa starożytnego królestwa, które według niej miało go chronić.

Conlan Dilmun Lennart wtulił się w moja pierś i zapłakał. Nic nie mogło brzmieć piękniej niż ten krzyk.


Komentarze

  1. To było piękne, do tego wygrała z ojcem, same plusy. Bardzo dziękuję za tłumaczenie. Pozdrawiam, Meg

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za tłumaczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. andy610@wp.pl21 marca 2018 16:23

    Super!!!!!!!!!!
    Dzięki za tłumaczenie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuje za tłumaczenie J

    OdpowiedzUsuń
  5. Oooch jaki cudowny prezent na dziejszy wieczór ..:) Kate taka silna , maluch, dumna Erra , to COŚ DZIWNEGO i Curran..Ech, przeczytałoby się cały tom ...:) Dziękuję dziewczyny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie dziękuję za ten piękny fragment.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję! mamuniaewy

    OdpowiedzUsuń
  8. To się nazywa prolog :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzieki tak to pieknie wyglada kiedy juz jest po wszystkim za to podziwiam bohaterke ze jescze miała energie na walke z ojcem i co dziwne wygrała

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziękuję za kolejny fragment

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziekuje,jak widac nawet po porodzie Kate musiała być silną by walczyć z ojcem o swego syna.L

    OdpowiedzUsuń
  12. Epickość! nie mogę się doczekać! Wreszcie finał! Wreszcie! Tak długo śledziłam los Kate, że znam ją jak własną siostrę. Trochę się boję jednak tej książki. Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Wraz z latami, książki Ilona Andrews zyskiwały coraz bardziej mroczniejsze klimaty, dlatego sądzę, że moje obawy są uzasadnione.

    Jak może się to skończyć? Najlepszym finałem byłoby, gdyby Kate wygrała, jednak mam nieodparte wrażnienie, że może się to skończyć czyjąś śmiercią. Kate? Curan? ich syn raczej nie. Istnie też obawa, że Kate skończy, jako swoja ciotka po zabiciu ojca i na koniec tą ją będą musieli jakoś zamknąć czy zapieczętować by nie sprowadziła na świat zagłady.
    Może też być tak, że razem z ojcem zostanie zamknięta w tej całej pieczętującej skrzynce, o której wspomniano w ostatnim tomie i będzie z nim uwięciona na wieki nigdy nie mogąc wrócić do rodziny.

    Jestem podekscytowana i przerażona jednocześnie. I oczywiście nie mogę się doczekać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję bardzo:) Mam nadzieję, że Kate uda się obronić swojego syna i wygrać z Rolandem.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ilona Andrews

Ilona Andrews to w istocie duet pisarski, w skład którego wchodzą Ilona i Andrew Gordon. Małżonkowie piszą przede wszystkim powieści z gatunku urban fantasy. Ich styl, to połączenie cech charakterystycznych fantasy, horroru oraz magii. Ilona urodziła się w Związku Radziecki w 1976. Do USA przybyła jako nastolatka. Studiowała na wydziale biochemii Western Carolina University. Gordon jest byłym sierżantem armii USA, specjalistą od łączności. Wbrew obiegowym opiniom, Gordon nigdy nie był oficerem wywiadu z licencją na zabijanie, a Ilona nie była tajemniczą rosyjską Matą Hari, która go uwiodła. Według Wikipedii oboje poznali się podczas studiów na uniwersytecie. Natomiast zgodnie z notatką na ich stronie internetowej spotkali się podczas kursów z kreatywnego pisania, tzw. English Composition 101, gdzie Ilona uzyskiwała lepsze oceny (co sprawia, że do tej pory Gordon krzywi się na wzmiankę o tym.) Swoją pierwszą powieść Magic Bites napisali wspólnie w 2007. Jej główna bohaterka K...

Wildfire Rozdział 1 cz.2

Zapraszamy na drugi fragment Wildfire. Niestety Misia już nie ma, co nie znaczy, że jest nudno;-) Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam.  Mama zrobiła duże oczy i skinęła na mnie, bym podeszła do stołu. Upuściłam swoją torbę na podłogę i usiadłam.  -Napij się herbaty - babcia Frida popchnęła parujący kubek w kierunku Ryndy.  Rynda objęła go dłońmi, podniosła do ust i napiła się z wzrokiem wciąż utkwionym we mnie. Desperacja w jej oczach z wolna przeradzała się w panikę. Dobra.  źródło:pixabay.com Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech, przytrzymałam powietrze w płucach i wolno wypuściłam. Raz…dwa…Spokój…spokój… -Nevada? -zwróciła się do mnie babcia Frida. -Ona jest empatyczką, a do tego Pierwszą -wyjaśniłam. -Jestem zdenerwowana, co na nią wpływa.  Rynda zaśmiała się krótko i usłyszałam Olivię Charles w jej głosie. -Och, dobre sobie.  Pięć…sześć…Wdech…wydech…Dziesięć. Wystarczy.  Otworzyłam oczy i spojrzałam na ...

Ostatni wpis na Bloggerze...

Ponad dziewięć miesięcy, prawie dwieście tysięcy odsłon, blisko 400 wpisów, mnóstwo zabawy, nieco irytacji, sporo doświadczeń, ... aż nadszedł ten moment, w którym zostawiamy Bloggera i ruszamy dalej na przygodę z blogowaniem pod żaglami WordPressa.  O powodach tej migracji pisaliśmy już przed tygodniem, więc teraz skupimy się jedynie na podziękowaniach wszystkim naszym czytelnikom za odwiedzanie nas na tej stronie, dzielenie się z nami swoimi komentarzami, wspieranie nas i utwierdzanie w przekonaniu, że warto było wyciągnąć te przekłady z zakurzonego folderu na dysku twardym i rzucić się na głębokie wody blogosfery.  Cieszymy się, że byliście z nami od września zeszłego roku i w cichości ducha liczymy, że przez ten cały czas udało nam się dostarczyć Wam nieco czytelniczej radości, a przy okazji może i przekonać do sięgnięcia po jakąś nową pozycję.  Jednocześnie mamy nadzieję, że nadal będziecie z nami i pozwolicie utwierdzać się nam w przekonaniu, że warto kontynu...