Przejdź do głównej zawartości

WUB Rozdział 7 cz. 2

Dzisiejszy fragment nie należy do najdłuższych, ale przy tak słonecznej aurze, a do tego w niedzielę - ciężko było się zmusić do długiego wysiadywania przed kompem. Liczymy jednak, że nawet równie "kompaktowym" tekstem dostarczymy Wam nieco czytelniczej przyjemności. 
Szczególnie, że związek Scarlett i Marroka zdaje się wchodzić na nowy poziom lub też ujmując rzecz inaczej, wilk zaczyna dochodzić do kolejnej bazy;-)



Letty była tak bardzo nieżyciowa, że nie zorientowała się nawet, że nie ma drogi ucieczki, dopóki nie dotknęła plecami parapetu. Czymkolwiek zajmowali się wspólnie z Księciem Bezużytecznym, musiało to być tak niewinne, że nadawało się nawet do telewizji śniadaniowej. Książę nie nauczył tej dziewczyny niczego. Marrok mógłby ściągnąć jej majtki w mniej niż sekundę, a ona nadal nie wyczuwałaby żadnego zagrożenia. 
-Co robisz? - Scarlett zamrugała, wciąż nieświadoma tego, co się dzieje. -Czy to część pokazu uwodzenia mnie na użytek doktor White?
-Tak -skłamał. Mógł dostrzec teraz pulsującą tętnicę na jej szyi. -Po prostu zagrajmy to dobrze - dodał cicho. -W innym wypadku ktoś mógłby zacząć coś podejrzewać. 
-Kto? - rzuciła z trudem łapiąc oddech. -Nikogo więcej tu nie ma. 
Obniżył głos i powiedział ze śmiertelną powagą. -Szpiedzy są wszędzie, mała. 
-Co? -spojrzała na niego, wyglądając jednocześnie na zagubioną, nieufną i diabelnie seksowną. -Nie sądzę, żeby…- Jego usta prześlizgnęły się po jej wargach, a ona zamilkła, gwałtownie wciągając powietrze. 
Boże, nigdy nie słyszał niczego bardziej podniecającego. 
Dłonie Marroka powędrowały do góry, by dotknąć jej twarzy i upewnić się, że już mu się nie wymknie. Nie żeby próbowała się wyrywać. W zasadzie Scarlett była tak zaskoczona, że na moment po prostu zamarła. Wyczuł, jak trybiki w jej sprytnym umyśle kręcą się z pełną prędkością, próbując rozgryźć, co się właśnie stało. Pozwolenie jej na dalsze myślenie mogło okazać się błędem. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebował, było jej wymiganie się, nim będzie miał szansę przekonać ją do siebie. 
Szczęśliwie dla niego, potrafił być całkiem przekonujący. 
Marrok przygryzł lekko jej dolną wargę, a ona zadrżała. -O to chodzi -wyszeptał. -Pozwól mi cię pocałować - językiem zaczął szukać dostępu… a ona niepewnie zareagowała na jego poczynania. 
Scarlett rozluźniła się i rozchyliła usta. Starała się zachować opanowanie, ale nie była w pełni na niego odporna. Dzięki Bogu. Marrok uwielbiał tę kobietę. Musiał być niespełna rozumu, by kiedykolwiek preferować jakieś agresywne wilczyce. Nic nie smakowało lepiej, niż powolne pokonywanie jej oporu. Poczuł jak przywiera do niego. Jej dłoń spoczęła na jego ramieniu, a Marrok jęknął, pogłębiając pocałunek. 
źródło:unsplash.com
Jezu na niebiesiech, była taka słodka. 
Prawdziwe Miłości zazwyczaj podobały się sobie nawzajem. Faktem było, że od momentu, kiedy tylko zobaczył ją po raz pierwszy, Marrok miał ochotę zerwać z niej ubranie. Ale ona była Dobrą. Nie było pewności, czy będzie czuła do niego to samo. Tyle że teraz całowała go jak szalona, a jej ciało napierało na niego i Marrok  już wiedział, że mógł sprawić, iż będzie go pragnąć. 
Napełniło go poczucie triumfu. 
Czekał tak długo na odnalezienie swojej Prawdziwej Miłości, że zaczął już wątpić, by miało to kiedykolwiek nastąpić. A trzymanie jej w ramionach było lepsze, niż mógł to sobie wyobrazić. Podniósł ją lekko i posadził na parapecie, nie odrywając od niej swoich ust. Jego palce zanurzyły się w jej włosach i zrobił krok do przodu pomiędzy jej nogi. Kiedy była tak wytrącona z równowagi, postanowił nie zwalniać i posunąć się tak daleko, jak tylko mu pozwoli. Wierzył, że dzięki temu następnym razem oczarowanie jej pójdzie mu nawet łatwiej. 
Planowanie i strategiczne myślenie- nieodłączne składniki bycia Złym. 
Nagle wstrzymała oddech, poczuwszy w całej rozciągłości jego twardą nieustępliwość i podniecenie. Marrok wydał z siebie mruknięcie, kiedy jego wolna dłoń znalazła jej biodro. Przyciągnął ją do siebie, a gdy Letty lekko jęknęła, poczuł się, jakby zobaczył przed oczami gwiazdy. Jasny gwint, ta dziewczyna była ideałem. Sposób w jaki pachniała, dotyk jej skóry, dźwięk jej głosu…
Co mu kurwa przyszło do głupiego łba, by kiedykolwiek kwestionować fakt, iż to właśnie ona była jego Prawdziwą Miłością? Nikt od niej nie smakował lepiej. Ta kobieta była…
Instynkt drapieżnika nagle się uaktywnił. 
Ktoś wszedł do biblioteki. Wiedział nawet bez oglądania się za siebie, że to był Dower, jeden z wilków zamkniętych w WUB. Jeden z tych, z którymi grał w Wilkbol. 
Cholera. 
Marrok oderwał się od Scarlett, zirytowany, że nie może poświęcić więcej czasu na podziwianie jej zarumienionej twarzy i oszołomionych oczu. -Jeszcze nie skończyliśmy, Czerwona -ściągnął ją z parapetu i delikatnie przeciągnął palcami po jej włosach. -Muszę się czymś zająć na momencik. 
Jej zdezorientowany wzrok nie mógł się na nim skupić. Wyglądała na całkowicie zaskoczoną rozwojem wydarzeń i już wiedział, że jest gotowa, by wszystkiemu zaprzeczyć. -Nie wiem, co tu się właśnie stało - wymamrotała -ale to był błąd i…- zamilkła, gdy dostrzegła nad ramieniem Marroka nowego wilka. 
Marrok podniósł brwi. -Mówiłem ci. Szpiedzy. Wszędzie. -Obrócił się w stronę Dowera, który tymczasem zbliżył się, blokując wyjście. 
Dower był dużym, brodatym skurwysynem z długą listą przerażających zbrodni na sumieniu. Marzeniem faceta było zostanie najgroźniejszym Wielkim, Złym Wilkiem i stąd też często szczerze nienawidził Marroka. 
Cóż, może nie tyle „często”, ile permanentnie. 
Marrok nigdy nie grał fair. Niezliczoną ilość razy upokorzył go przed kamerami i mógł być również odpowiedzialny za tę zygzakowatą bliznę na przedramieniu, gdzie urwana ręka Dowera została doszyta.  Ciężko było zliczyć wszystkie kontuzje, za które był odpowiedzialny. W końcu ta „gra” polegała na zabijaniu i unikaniu bycia zabitym, tak więc wszyscy biorący w niej udział uciekali się do przemocy grożącej kalectwem lub śmiercią jedynie po to, by dotrwać do końca rundy. W przerwie nie sposób było stwierdzić, kto jest kim. Nikt nie dbał o to, do której gra bramki. Liczyło się tylko przetrwanie. 

Komentarze

  1. Yeah! Dajesz Marrock! Książe Bezużyteczny do kąta! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta książka z fargruntu na fragment podoba mi się co raż bardziej i zdecydowanie należę do #teamMarrok

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ilona Andrews

Ilona Andrews to w istocie duet pisarski, w skład którego wchodzą Ilona i Andrew Gordon. Małżonkowie piszą przede wszystkim powieści z gatunku urban fantasy. Ich styl, to połączenie cech charakterystycznych fantasy, horroru oraz magii. Ilona urodziła się w Związku Radziecki w 1976. Do USA przybyła jako nastolatka. Studiowała na wydziale biochemii Western Carolina University. Gordon jest byłym sierżantem armii USA, specjalistą od łączności. Wbrew obiegowym opiniom, Gordon nigdy nie był oficerem wywiadu z licencją na zabijanie, a Ilona nie była tajemniczą rosyjską Matą Hari, która go uwiodła. Według Wikipedii oboje poznali się podczas studiów na uniwersytecie. Natomiast zgodnie z notatką na ich stronie internetowej spotkali się podczas kursów z kreatywnego pisania, tzw. English Composition 101, gdzie Ilona uzyskiwała lepsze oceny (co sprawia, że do tej pory Gordon krzywi się na wzmiankę o tym.) Swoją pierwszą powieść Magic Bites napisali wspólnie w 2007. Jej główna bohaterka K...

Wildfire Rozdział 1 cz.2

Zapraszamy na drugi fragment Wildfire. Niestety Misia już nie ma, co nie znaczy, że jest nudno;-) Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam.  Mama zrobiła duże oczy i skinęła na mnie, bym podeszła do stołu. Upuściłam swoją torbę na podłogę i usiadłam.  -Napij się herbaty - babcia Frida popchnęła parujący kubek w kierunku Ryndy.  Rynda objęła go dłońmi, podniosła do ust i napiła się z wzrokiem wciąż utkwionym we mnie. Desperacja w jej oczach z wolna przeradzała się w panikę. Dobra.  źródło:pixabay.com Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech, przytrzymałam powietrze w płucach i wolno wypuściłam. Raz…dwa…Spokój…spokój… -Nevada? -zwróciła się do mnie babcia Frida. -Ona jest empatyczką, a do tego Pierwszą -wyjaśniłam. -Jestem zdenerwowana, co na nią wpływa.  Rynda zaśmiała się krótko i usłyszałam Olivię Charles w jej głosie. -Och, dobre sobie.  Pięć…sześć…Wdech…wydech…Dziesięć. Wystarczy.  Otworzyłam oczy i spojrzałam na ...

Ostatni wpis na Bloggerze...

Ponad dziewięć miesięcy, prawie dwieście tysięcy odsłon, blisko 400 wpisów, mnóstwo zabawy, nieco irytacji, sporo doświadczeń, ... aż nadszedł ten moment, w którym zostawiamy Bloggera i ruszamy dalej na przygodę z blogowaniem pod żaglami WordPressa.  O powodach tej migracji pisaliśmy już przed tygodniem, więc teraz skupimy się jedynie na podziękowaniach wszystkim naszym czytelnikom za odwiedzanie nas na tej stronie, dzielenie się z nami swoimi komentarzami, wspieranie nas i utwierdzanie w przekonaniu, że warto było wyciągnąć te przekłady z zakurzonego folderu na dysku twardym i rzucić się na głębokie wody blogosfery.  Cieszymy się, że byliście z nami od września zeszłego roku i w cichości ducha liczymy, że przez ten cały czas udało nam się dostarczyć Wam nieco czytelniczej radości, a przy okazji może i przekonać do sięgnięcia po jakąś nową pozycję.  Jednocześnie mamy nadzieję, że nadal będziecie z nami i pozwolicie utwierdzać się nam w przekonaniu, że warto kontynu...