Przejdź do głównej zawartości

Najnowsze wieści z bloga Ilony Andrews plus snippet z Kate Daniels

Ostatnio na blogu Ilony Andrews zapanowała cisza, by nie powiedzieć stagnacja, co w połączeniu z alarmującymi newsami i obrazami, ukazującymi efekty przejścia huraganu Irma przez Florydę, skłoniło co niektórych fanów do wyrażania zaniepokojenia kondycją Ilony i Gordona (wiemy, że Andrew, ale skoro sami często tak o sobie mówią, to cóż zrobić;-)

Wreszcie wczoraj na ilona-andrews.com pojawiła się uspokajająca informacja o tym, iż brak aktywności był wywołany tylko i wyłącznie intensywnym poszukiwaniem nowego domu.

Z zamieszczonych na blogu wieści wynika, iż ich oferta na zakup posiadłości została zaakceptowana, co oznacza, iż wkrótce oboje powinni skupić się mniej na rynku nieruchomości, a bardziej na literaturze;-)
źródło:usnplash.com/autor Philippe Tarbouriech

Jak by nie było -z własnego doświadczenia wiemy, iż wszelkie przeprowadzki są dosyć traumatycznym doznaniem, więc nie pozostaje nam nic innego, niż dołączyć się do gratulacji związanych z wyborem nowego domostwa i życzyć Ilonie i Gordonowi bezproblemowych przenosin.

Tymczasem w ramach rekompensaty za ostatni brak kontaktu z fanami pojawił się nowy snippet z najnowszej Kate Daniels.
Tradycyjnie zapraszamy zatem do lektury:


Łupnięcie wyrwało mnie ze snu. W mgnieniu oka, nim mój mózg zauważył, że byłam na nogach, trzymałam Sarrat i poruszałam się szybko.
Zamarłam na moment z wzniesioną szablą.
Przez szczelinę pomiędzy zasłonami wpadał do wnętrza wąski pasek mglistego światła przedświtu. Magia dominowała. Po mojej lewej w małym pokoju dziecięcym, który Curran wydzielił z naszej sypialni, Conlan stał w swoim łóżeczku w pełni rozbudzony.
W pokoju nie było nikogo oprócz mnie i mojego synka.
Łup-łup-łup.
Ktoś dobijał się do moich frontowych drzwi. Zegar na ścianie wskazywał za dziesięć siódma. Prowadziliśmy tryb życia zmiennokształtnych- kładliśmy się późno i na pewno nie wstawaliśmy bladym świtem. Każdy, kto nas znał, był tego świadom.
-Uh-oh! -odezwał się Conlan.
Uh-oh było ok. -Zaczekaj na mnie- wyszeptałam. -Mama musi się czymś zająć.
Poruszając się szybko i cicho, wybiegłam z sypialni i zamknęłam za sobą drzwi.
Łup-łup-łup.
Chwila, moment, już idę. Zaraz będziesz miał okazję wyjaśnić, o co ten cały hałas.
Przebycie klatki schodowej pomiędzy drugim piętrem a wzmacnianymi drzwiami frontowymi zajęło mi jakieś dwie sekundy. Chwyciłam dźwignię, przekręciłam ją w bok i opuściłam metalową klapkę, zasłaniającą wizjer. Brązowe oczy Teddy'ego Jo spoglądały na mnie.
-Co do diabła robisz tutaj? Wiesz, która jest godzina?
-Otwórz drzwi - Teddy Jo odetchnął głęboko -To nagły wypadek.
Zawsze był jakiś nagły wypadek. Moje całe życie składało się z kryzysów i nagłych wypadków. Odryglowałam drzwi i otworzyłam je. Wpadł do środka. Jego zmierzwione wiatrem włosy sterczały w każdym możliwym kierunku. Z twarzy odpłynęła mu cała krew, a oczy miał zupełnie dzikie.
Nieprzyjemne uczucie zalęgło się w moim żołądku. Teddy Jo był Tanatosem, greckim aniołem śmierci. Przerażenie go wcale nie było takie łatwe. A mi się wydawało, że ostatnio było za spokojnie.
Zamknęłam drzwi i zaryglowałam zamki.
-Potrzebuję pomocy -rzucił szybko.
-Czy ktoś w tej chwili jest w niebezpieczeństwie?
-Nie żyją. Wszyscy nie żyją.
Cokolwiek się stało, było już po wszystkim.
-Musisz pójść ze mną i to zobaczyć.
-Możesz mi wyjaśnić, o co chodzi?
-Nie -złapał mnie za rękę. -Musisz iść ze mną natychmiast.
Spojrzałam wymownie na jego dłoń zaciśniętą na mojej ręce. Puścił ją.
Poszłam do kuchni, wyjęłam z lodówki dzbanek mrożonej herbaty i nalałam ją do wysokiej szklanki. -Wypij to i spróbuj się uspokoić. Pójdę się teraz ubrać i znaleźć kogoś do opieki nad Conlanem, a potem ruszymy razem.
Wziął szklankę. Ręce mu się trzęsły.
Pobiegłam na górę, otworzyłam drzwi i prawie wpadłam na synka. Conlan uśmiechnął się do mnie szeroko. Miał moje ciemne włosy i szare oczy Currana. Miał także jego poczucie humoru, co doprowadzało mnie do szału. Conlan zaczął raczkować, a później chodzić wcześnie, bo już w wieku dziesięciu miesięcy, co swoją drogą było typowe dla zmiennokształtnych, i teraz biegał już z pełną prędkością. Jego ulubiona zabawa polegała na uciekaniu przede mną, chowaniu się za meblami i zrzucaniu wszystkiego z płaskich powierzchni. Jeżeli coś się rozbiło, zdobywał dodatkowe punkty...
-Mama musi iść do pracy -ściągnęłam długi T-shirt, który służył mi za nocną koszulę i złapałam za sportowy biustonosz.
-Baddaadada!
-Mhm. Jasne, że też bym chciała wiedzieć, gdzie dokładnie jest twój tata -na tej jednej z tych jego wypraw.
-Dada? -Conlan ożywił się.
-Jeszcze nie -odpowiedziałam, sięgając po dżinsy. -Powinien wrócić jutro albo pojutrze.
Conlan tupał wokół mnie. Poza wczesnym chodzeniem i niepokojącą umiejętnością wspinaczki, nie wykazywał żadnych oznak bycia zmiennokształtnym. Nie zmienił kształtu podczas narodzin i nie zrobił tego do dnia dzisiejszego. Mając trzynaście miesięcy powinien już regularnie przemieniać się w małe lwiątko. Doolittle znalazł w krwi Conlana Lyc-V, obecne w dużej ilości, ale wirus nadal pozostawał uśpiony. Zawsze byliśmy świadomi tego, że tak może pozostać, bo moja krew zjadała wampiryzm i Lyc-V na śniadanie i prosiła o dokładkę. Ale jednocześnie wiedziałam, że Curran miał nadzieję, iż jego syn będzie zmiennokształtnym. Podobnie Doolittle. Mag medyczny Gromady wciąż wypróbowywał różne strategie, by obudzić bestię. Tyle że ja zablokowałam tę możliwość.
Jakieś sześć miesięcy temu wraz z Curranem odwiedziliśmy Twierdzę i zostawiliśmy Colana z Doolittlem na mniej więcej dwadzieścia minut. Kiedy wróciliśmy, znaleźliśmy małego płaczącego na podłodze i otoczonego przez trzech na wpół przemienionych zmiennokształtnych, warczących nad nim. Doolittle obserwował ich bacznie. Wykopałam jednego z nich przez okno, a drugiemu złamałam rękę, zanim Curranowi udało się mnie powstrzymać. Doolittle zapewniał mnie, że naszemu dziecku nic nie groziło, a ja poinformowałam go, że z mojego punktu widzenia wyglądało to tak, jakby właśnie torturował moje dziecko dla własnej przyjemności. Mogłam nieco zwiększyć efekt tej wypowiedzi, przytulając jedną ręką Conlana, a w drugiej dzierżąc skąpaną w mojej krwi Sarrat. W rzeczy samej pod wpływem mojej wściekłości Twierdza zatrzęsła się. Od tej pory wspólnie zgodziliśmy się, że kolejne testy nie będą potrzebne.
Nadal zabierałam Conlana do Doolittle na regularne wizyty, a także zawsze kiedy upadł, uderzył się, złapał przeziębienie czy zrobił coś, co dzieci zwykle robią, przyprawiając rodziców o drżenie serca. Ale zawsze obserwowałam ich uważnie przez cały czas.
Zapięłam pas, umieściłam Sarrat w pochwie na plecach i związałam włosy w koński ogon.
-Chodźmy zobaczyć, czy twoja ciocia zajmie się tobą na kilka godzin.
Wzięłam go na ręce i poszliśmy na dół.
Teddy Jo kręcił się po naszym przedpokoju jak tygrys w klatce. Chwyciłam klucze do naszego jeepa i wyszłam na zewnątrz.
-Poniosę cię tam -zaproponował.
-Nie -przecięłam ulicę, kierując się do domu George i Eduarda. Będę musiała kupić George ciasto w zamian za opiekę nad małym. Ostatnio zdarzało się to całkiem często.
-Kate!
-Powiedziałeś, że nikomu nie zagraża natychmiastowe niebezpieczeństwo. A ja nie mam zamiaru bez potrzeby dyndać tysiąc stóp nad ziemią. Możesz sam poleciec górą i wskazywać mi drogę.
-Ale tak byłoby szybciej.
Zapukałam do drzwi George. -Chcesz mojej pomocy, czy nie?
Zmarszczył się z frustracji i odpuścił.
Drzwi otworzyły się i ujrzeliśmy George. Gęste, czarne loki otaczały jej głowę niczym halo.
-Przepraszam cię bardzo...-zaczęłam.
Rozpostarła ramiona i wzięła ode mnie Conlana. -Kto jest moim ulubionym bratankiem?
-On jest twoim jedynym bratankiem.
-Nieistotne szczegóły -George pieszczotliwym gestem dotknęła swoją głową czoła malucha i potarła. Conlan zmarszczył nos i kichnął.
-Jeszcze raz, przykro mi, że muszę cię prosić o pomoc, ale to nagły wypadek.
Machnęła ręką. -Idź już, idź...
Skierowałam się w prawo i ruszyłam w kierunku domu Dereka.
-A teraz co jeszcze? -warknął Teddy Jo.
-Idę po wsparcie -miałam przeczucie, że będę go potrzebowała.

P.S. Przy okazji mamy do Was pytanie. Zauważyliście może coś dziwnego/zaskakującego w tym fragmencie? Ciekawi jesteśmy, czy tylko nam jedna rzecz nie daje spokoju...


Komentarze

  1. Kiedy? Kiedykiedykiedy? Kiedy będzie całość? Kate... Curran... Conlan... A, po kim takie imię małego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Względem tego kiedy -odsyłamy do naszego wcześniejszego posta: https://serumozyrysa.blogspot.com/2017/09/kate-daniels-10.html

      Usuń
  2. Czas, chyba o to chodzi, akcja rozgrywa się, gdy syn Kate ma ponad rok. Jestem ciekawa czy będzie wyjaśnione co działo się między końcem ostatniej części a tym fragmentem. Ciekawostka ile mogła trwać ciąża głównej bohaterki? Mona2279

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojejku maluszek, ale imię... Skąd oni je wzięli? Poza tym zastanawiam się nad nieobecnością Currana. Z fragmentu wynika, że nie ma go często. A raczej spodziewałam się, że będzie non stop z dzieckiem. I Kate... Jest maluch, więc już nie wybiega na ratunek rzucając wszystko. Chociaż mam wrażenie, że wcale nie paliła się do pomocy przyjacielowi...
    Ciekawy będzie ten tom, ale obawiam się, że jakiś taki inny?

    OdpowiedzUsuń
  4. George ma parę działających ramion - myślę, że to błąd przy pisaniu. No i fakt, że synek Currana nie może się się zmieniać ;) To dziwne, bo jego magia jest starsza niż Rolanda ;) kaska12354

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tego dotyczyło nasze pytanie na końcu tego fragmentu MT. W wersji angielskiej sprawdzaliśmy kilka razy i bez wątpienia widnieje tam "she opened her arms"... Pod oryginalnym postem też rozgorzała na ten temat dyskusja, która oczywiście nie mogla zakończyć się żadną konkluzją (przynajmniej dopóki sama IA nie zajmie stanowiska). Tak więc albo błąd, albo...

      Usuń
  5. Mnie uderzyło to, że Conlan kichnął gdy George potarła go czołem, uczulony jest na nią czy co. A tak w ogóle to wspaniały fragment. Bardzo dziękuję za przetłumaczenie go. Pozdrawiam, Meg

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy to tylko ja, czy Was też zdziwił fakt, że Kate nie zostawiła Małego pod opieką Julie? Dlaczego? Gdzie jest Julie? Jako że na chwilę obecną liczę 2 lata pomiędzy moją ostatnią częścią a opisanym wydarzeniem, to usilnie zastanawia mnie gdzie obecnie przebywa Julie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy konkurs -siostry Nevady.

Wszystkich, którzy mają już za sobą lekturę całości rozdziału jedenastego, chcemy zaprosić do nowej zabawy, mającej na celu odgadnięcie, jakimi mocami dysponują siostry Nevady. Zachęcamy Was do podzielenia się swoimi przemyśleniami, domysłami i pomysłami na temat całej rodziny Baylorów. Kto jest kim, jakimi talentami dysponuje i kto też jeszcze ukrywa się w przysłowiowej szafie...? źródło:unsplash.com;autor Aleksandr Raskolinkow Rzec jasna, by nie psuć przyjemności z dalszego samodzielnego odkrywania fabuły Hidden Legacy (tytuł jest w końcu znaczący;-), nie będziemy mogli zdradzić, jaka jest prawidłowa odpowiedź, ale obiecujemy, że spora część zagadek zostanie rozwiązana w finale White Hot. Jeżeli zaś ktoś zapoznał się już z całą trylogią w oryginale, prosimy o komentarze w poście o  dylematach tłumacza i alercie spoilerowym Tymczasem zaś raz jeszcze zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie i ogólnie do dobrej zabawy! P.S. Tradycyjnie dla wszystkich komentujących mam...

Twitter Currana: Pierwsze urodziny Conlana

By zrekompensować wszystkim  trudności związane z dostosowywaniem swojej strony internetowej do wymogów RODO, w tym konieczności ponownego subskrybowania newslettera - Ilona i Gordon postanowili podzielić się ze swoimi fanami tzw. Twitterem Currana. Na początku tej dekady jedna z głównych recenzentek w Amazonie po przeczytaniu "Magia krwawi" stwierdziła, że Kate i Curran są tak na siebie wściekli, że nie będzie pomiędzy nimi żadnego "ćwierkania". W uniwersum KD Twitter nie istnieje, ale IA uznali, że to byłoby całkiem zabawne i stworzyli cykl bardzo krótkich opowieści obracających się wokół wymiany takich lakonicznych wiadomości pomiędzy Kate, Curranem i ich znajomymi. Po kilku latach przerwy pomysł został reaktywowany, a efekty tej pisarskiej zabawy znajdziecie poniżej. Zapraszamy Was do lektury e-rozmów o pierwszych urodzinach Conlana. Jim do Currana: Co powinienem kupić waszemu synowi na jego pierwsze urodziny? Curran: Nic głośnego. Cur...

Wildfire Rozdział 2 cz.3

Dzisiaj rozstajemy się już z magazynem Baylorów i wraz z Nevadą i Roganem ruszamy w wielki świat magicznej biurokracji;-) Na marginesie tego fragmentu będziemy też mieć do Was kilka pytań z czysto translatorskiego punktu widzenia. Ale o tym już w kolejnym wpisie za jakiś czas, a tymczasem zapraszamy do lektury! Biuro Rejestru Domów zajmowało niewysoką szklaną wieżę przy Old Spanish Trail, naprzeciw Urzędu Statystycznego. Asymetryczna budowla o skomplikowanej strukturze sprawiała dosyć dziwne wrażenie. Kiedy Rogan zaparkował swojego grafitowego range rovera na parkingu przed biurem, zobaczyłam front budynku w kształcie klasycznego gęsiego pióra do pisania. Zachodzące słońce odbijało się w ciemnym szkle. Zaledwie kilka samochodów zajmowało miejsca na parkingu.  -Jesteś pewien, że go tu zastaniemy? -zapytałam.  -Tak.  -Jest Boże Narodzenie.  Rogan odwrócił się do mnie. -Będzie tutaj, bo do niego zadzwoniłem i go o to poprosiłem.  Chwyciłam za...