Przejdź do głównej zawartości

Wildfire Rozdział 3 cz.2

Dzisiaj fragment dla zdeklarowanych mykologów;-), choć piraci też nie powinni czuć się poszkodowani... Zapraszamy do lektury!

BioCore zajmowało prostokątny budynek z czarnego szkła przy Post Oak Circle, naprzeciw Houstonian. W przeciwieństwie do większości wieżowców z centrum, ta budowla była długa, zajmowała sporo przestrzeni i miała jedynie kilka pięter. 
Zaparkowaliśmy przed wejściem. Kilka tygodni temu Rogan zniszczył moją mazdę, rozdzierając ją na pół i miotając jej fragmentami w atakujących nas magów. W zamian zaoferował mi Hondę CR-V, która -co odkryłam po fakcie - była opancerzona od przedniego grilla po światła stopu. Babcia Frida miała sporo zabawy podrasowując ją. Gdybyśmy napotkali na swojej drodze pociski i magów, bez wahania skorzystałabym z osłony nowego wozu. 
Zdałam sobie sprawę, że bezwiednie sprawdzam budynek, szukając wszelkich ukrytych zagrożeń. Moje przygody z Roganem sprawiły, że stałam się paranoiczką. 
Przecięliśmy parking i podeszliśmy do ciężkich, szklanych drzwi frontowych. Talon usadowił się na ramieniu Corneliusa, który miał ściągniętą twarz. Nie mogłam stwierdzić, czy był skoncentrowany, zdenerwowany czy jedno i drugie. Niedobrze. Potrzebowałam go zrównoważonego i odznaczającego się profesjonalnym podejściem. 
-Zastanawiałeś się nad zainwestowaniem w drewnianą nogę i trójgraniasty kapelusz?
Zamrugał. -Nie, dlaczego?
Wskazałam na jego odbicie w szklanych drzwiach. Przyjrzał się sobie uważnie. 
-Sądzę, że Talon słabo sprawdza się w roli papugi. No i obawiam się, że sam nie mam w sobie za wiele z pirata. 
-Wszystko zależy od nastawienia - odrzekłam. -Po prostu wyobraź sobie, że ten budynek jest hiszpańskim galeonem pełnym skradzionych skarbów, a ty jesteś kapitanem pirackiej załogi. 
Cornelius wpatrywał się w swoje odbicie jeszcze przez chwilę, studiując idealnie ułożone włosy, gładko ogoloną twarz i szyty na miarę garnitur, po czym otworzył usta i powiedział -Arrrgh. 
Uśmiechnęłam się szeroko i pchnęłam obrotowe drzwi. 
Znaleźliśmy się w sterylnym lobby o kształcie półksiężyca, z białymi ścianami, ultranowoczesnym oświetleniem i czarną, marmurową posadzką. W najszerszym punkcie półksiężyca wypatrzyłam ledwo widoczny w jasnej ścianie zarys podwójnych drzwi. Na lewo od nich dwóch strażników w oliwkowych mundurach siedziało za kontuarem recepcji. Obrzucili nas badawczymi spojrzeniami i skrzywili się na widok Talona. Podeszliśmy do nich. Podałam im swoje nazwisko oraz wizytówkę i poprosiłam o rozmowę z Edwardem Sherwoodem. Niższy ze strażników złapał za telefon i zadzwonił do kogoś. 
Czekaliśmy. 
Drzwi lekko zaszemrały i w lobby pojawił się wysoki mężczyzna. Był przed czterdziestką, miał brązowe włosy, jasnoorzechowe oczy i kwadratową szczękę. Poruszał się jak były sportowiec, który nie całkiem jeszcze stracił formę. Uszyty na miarę garnitur dobrze eksponował jego szerokie barki. Patrząc na niego, miało się wrażenie, że gdybyś znalazł się pomiędzy nim, a czymś, co miało znaczenie, mógłby przejść przez ciebie bez mrugnięcia okiem, bo to nie byłoby przecież nic osobistego. Jego wygląd zgadzał się również ze zdjęciami, które przeglądałam tego ranka. Edward Sherwood, starszy brat Briana. 
Spokojne spojrzenie, pewny krok, żadnych śladów zdenerwowania. Jeżeli miał coś wspólnego ze zniknięciem swojego brata, to albo był całkowicie przekonany, że ujdzie mu to na sucho, albo był wyśmienitym aktorem. 
-Panno Baylor -odezwał się pierwszy, stonowanym i spokojnym głosem. -Rynda powiedziała mi, że mogę się ciebie spodziewać. 
-Dzień dobry. 
Wymieniliśmy uścisk ręki. Miał mocny chwyt. Zastanawiałam się, czy czytał już newsletter Zgromadzenia i zauważył tam moje nazwisko. 
-Dziękuję, że zechciał się pan z nami zobaczyć - powiedziałam i zwróciłam się w stronę Corneliusa. -Jeden z naszych śledczych, Cornelius Harrison. 
Obaj przywitali się także potrząśnięciem dłoni. 
-Porozmawiajmy w nieco bardziej komfortowych warunkach. Proszę za mną -ruszył w kierunku drzwi, które otworzyły się, gdy się do nich zbliżył. Kiedy przez nie przeszliśmy, zamknęły się z cichym syknięciem. A ja zrobiłam duże oczy. 
Przed nami rozpościerało się olbrzymie atrium, będące istnym labiryntem grządek, gazonów i donic. Było ich tyle, że podłoga sprawiała wrażenie wąskich, krętych, kamiennych ścieżek pomiędzy nimi. To pomieszczenie musiało zajmować większość pierwszych trzech kondygnacji. Nie byłam w stanie nawet oszacować, ile metrów kwadratowych mogło liczyć. Kilka naszych magazynów zmieściłoby się tutaj bez problemu. 
Edward podążył jedną ze ścieżek, a ja trzymałam się blisko niego. Kilka starych drzew wyrastało z pobliskich zagonów, każde z nich pokryte było różnorodnymi grzybami. Niektóre z nich wyglądały jak pęki białych, zwisających sznurów, przywodząc na myśl jakieś dziwne mopy albo nowoczesne żyrandole. Obok tkwiły grzyby w kształcie ogona indyka, każdy w innym kolorze od granitowej szarości przez jaskrawą zieleń do intensywnej czerwieni. Dalej zauważyłam gniazdo pomarańczowych węży, które najprawdopodobniej było grzybnią albo pozaziemską formą życia. Bogactwo form nie miało końca. 
Na drzewach rozkwitały porosty. Pleśń we wszystkich kolorach tęczy pokrywała korę i potężne, pokryte mchem pobliskie głazy. Niektóre z porostów słabo jaśniały w cieniu drzew. Jeszcze więcej grzybów wyrastało z korzeni: ametystowe, indygo, seledynowe prawie fluorescencyjne. Część z nich pokryta była białymi włóknami niczym woalem. Z grzyba, który wyglądał jak wykuty z teksańskiego wapienia, wyciekał jakiś jasnoczerwony płyn. Na ścianach pod pleksiglasem rozwijały się kolonie bakterii, wyglądające jak abstrakcyjne obrazy. 
źródło:pixabay.com
To było jak przechadzanie się po obcej planecie. Jedyne co mogłam robić, to wpatrywać się we wszystko szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. 
Talon poderwał się z ramienia Corneliusa i poszybował pomiędzy drzewa. 
-Jest tym nieco przytłoczony - wyjaśnił Cornelius. -Proszę przyjąć moje przeprosiny. 
Edward uśmiechnął się i ruszyliśmy dalej. -Proszę się nie przejmować. My magowie  od biosu jesteśmy przyzwyczajeni do idiosynkratycznych reakcji. Życie jest takie nieprzewidywalne. 
-Czy pan specjalizuje się w roślinach jak Brian? -zapytałam. Z moich danych wynikało, że tak. 
-Tak. Ale moje zdolności koncentrują się na drzewach. Dokładnie rzecz biorąc, drzewach owocowych. Brian zaś kontroluje przede wszystkim grzyby. To jego królestwo -Edward zatoczył ręką wokół. -Tędy proszę. 
Skręcił w prawo. Za zakrętem kraina grzybów nagle skończyła się. Przed nami wił się strumień pełen złotych karpi, przechodzący w staw, zakończony kamiennym murem i wodospadem. Po drugiej stronie rozpościerał się piękny ogród pełen owocowych drzew. Niektóre z nich pokryte były kwieciem, na innych zaś pyszniły się jabłka, morele i wiśnie. 
Edward poprowadził nas przez niewielki japoński mostek wprost do ogrodu. 
-Zapewne zastanawiacie się, dlaczego nie jestem głową rodziny. Każdego to nurtuje -odezwał się. -Tyle że większość jest zbyt uprzejma, by zadać to pytanie. A jestem przecież najstarszy i jestem Pierwszym. 
-Dlaczego nie jest pan głową rodziny? -zapytałam. 
-W naszej rodzinie to Brian urodził się w czepku. W lekach opartych na grzybach jest znacznie więcej pieniędzy, niż w uprawie jabłek. 
Edward wyciągnął rękę i najbliższa jabłonka nachyliła się ku niemu, pozwalając mu przeciągnąć dłonią po liściach. 
-Czy to stanowi dla pana problem? -zapytałam. 
-Już nie. 
Kłamstwo. 
Podłoga gwałtownie urwała się. Pod naszymi nogami wciąż rysowała się ścieżka, ale zamiast kamiennych płyt mieliśmy przed sobą zielony trawnik. Chodzenie po nim w butach na wysokim obcasie nie wchodziło w grę. Zapadałabym się co krok. 
Edward czekał, patrząc na mnie. 

Komentarze

  1. Ciekawi mnie czemu skłamał, przecież na pewno wie jakim talentem obdarzona jest Nevada, a może po prostu mu wszystko jedno. Pożyjemy zobaczymy. Bardzo dziękuję za nowy fragment tłumaczenia. Pozdrawiam, Meg

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje znowu czegos nie rozumiem Nevada sie zarejestrowala ,informacje poszły do wszystkich domow a on jej klamie b.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie. Dziękuję za ten fragment i czekam na następny :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój Pan i Władca czyta. Mykolog. mamuniaewy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten grzybek w żółtym siatkowym płaszczyku, przypominający bez niego to co elegancko zwie się 21 palcem mężczyzny nasi łacińską nazwę Dictiophora indusiata. Robi za afrodyzjak, ale nie mam pojęcia, czy z racji kształtu czy też zapachu.

      Usuń
  5. Ciekawe czy Edward przyczynił się do zniknięcia Briana. Coś czuję tu głębszą intrygę. Dziękuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Konflikt między dwoma braćmi, niepokojące. Żeby nie było tak jak z Dawidem który chciał wyeliminować brata. Dziękuję bardzo za przekład. Pozdrawiam Barbara

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy tylko mnie te grzybki przypominają tzw 21 palec w kondomie ręcznie robionym w Koniakowie? mamuniaewy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Nowy konkurs -siostry Nevady.

Wszystkich, którzy mają już za sobą lekturę całości rozdziału jedenastego, chcemy zaprosić do nowej zabawy, mającej na celu odgadnięcie, jakimi mocami dysponują siostry Nevady. Zachęcamy Was do podzielenia się swoimi przemyśleniami, domysłami i pomysłami na temat całej rodziny Baylorów. Kto jest kim, jakimi talentami dysponuje i kto też jeszcze ukrywa się w przysłowiowej szafie...? źródło:unsplash.com;autor Aleksandr Raskolinkow Rzec jasna, by nie psuć przyjemności z dalszego samodzielnego odkrywania fabuły Hidden Legacy (tytuł jest w końcu znaczący;-), nie będziemy mogli zdradzić, jaka jest prawidłowa odpowiedź, ale obiecujemy, że spora część zagadek zostanie rozwiązana w finale White Hot. Jeżeli zaś ktoś zapoznał się już z całą trylogią w oryginale, prosimy o komentarze w poście o  dylematach tłumacza i alercie spoilerowym Tymczasem zaś raz jeszcze zapraszamy do wzięcia udziału w konkursie i ogólnie do dobrej zabawy! P.S. Tradycyjnie dla wszystkich komentujących mam...

Twitter Currana: Pierwsze urodziny Conlana

By zrekompensować wszystkim  trudności związane z dostosowywaniem swojej strony internetowej do wymogów RODO, w tym konieczności ponownego subskrybowania newslettera - Ilona i Gordon postanowili podzielić się ze swoimi fanami tzw. Twitterem Currana. Na początku tej dekady jedna z głównych recenzentek w Amazonie po przeczytaniu "Magia krwawi" stwierdziła, że Kate i Curran są tak na siebie wściekli, że nie będzie pomiędzy nimi żadnego "ćwierkania". W uniwersum KD Twitter nie istnieje, ale IA uznali, że to byłoby całkiem zabawne i stworzyli cykl bardzo krótkich opowieści obracających się wokół wymiany takich lakonicznych wiadomości pomiędzy Kate, Curranem i ich znajomymi. Po kilku latach przerwy pomysł został reaktywowany, a efekty tej pisarskiej zabawy znajdziecie poniżej. Zapraszamy Was do lektury e-rozmów o pierwszych urodzinach Conlana. Jim do Currana: Co powinienem kupić waszemu synowi na jego pierwsze urodziny? Curran: Nic głośnego. Cur...

Wildfire Rozdział 2 cz.3

Dzisiaj rozstajemy się już z magazynem Baylorów i wraz z Nevadą i Roganem ruszamy w wielki świat magicznej biurokracji;-) Na marginesie tego fragmentu będziemy też mieć do Was kilka pytań z czysto translatorskiego punktu widzenia. Ale o tym już w kolejnym wpisie za jakiś czas, a tymczasem zapraszamy do lektury! Biuro Rejestru Domów zajmowało niewysoką szklaną wieżę przy Old Spanish Trail, naprzeciw Urzędu Statystycznego. Asymetryczna budowla o skomplikowanej strukturze sprawiała dosyć dziwne wrażenie. Kiedy Rogan zaparkował swojego grafitowego range rovera na parkingu przed biurem, zobaczyłam front budynku w kształcie klasycznego gęsiego pióra do pisania. Zachodzące słońce odbijało się w ciemnym szkle. Zaledwie kilka samochodów zajmowało miejsca na parkingu.  -Jesteś pewien, że go tu zastaniemy? -zapytałam.  -Tak.  -Jest Boże Narodzenie.  Rogan odwrócił się do mnie. -Będzie tutaj, bo do niego zadzwoniłem i go o to poprosiłem.  Chwyciłam za...