Przejdź do głównej zawartości

Iron and Magic Rozdział 3 cz. 4

Wybaczcie późną porę, ale korzystając ze znacznie lepszej niż prognozowana pogody, spędziliśmy cały dzień w plenerze. Na pocieszenie powiemy Wam, że nie jest to jeszcze ostatni fragment IaM i dopiero jutro przyjdzie nam na mniej więcej dwa miesiące rozstać się z Hugh i Elarą.
A teraz już nie wystawiamy dalej Waszej cierpliwości na ciężką próbę, lecz zapraszamy Was do lektury negocjacji pomiędzy (jeszcze) panną Harper a Preceptorem Żelaznych Psów. 




-Potrzebujesz armii -odezwał się Hugh. -A my potrzebujemy bazy. 
Przytaknęła. -Masz armię, a ja mam zamek. 
Jak dotąd zgadzali się ze sobą. 
-Omówimy warunki? -zapytała. -Czego od nas potrzebujecie?
-Moi ludzie będą potrzebować koszar, żywności i wyposażenia -odpowiedział. 
-To rozsądne. 
-Nie są rolnikami. Nie będą uprawiać pól ani doić krów. Nie będą też pomagać twoim ludziom w codziennych obowiązkach, chyba że będzie to miało związek z zapewnieniem bezpieczeństwa. 
Podniosła w zdziwieniu brwi. -Zatem czym się bedą zajmować całymi dniami?
-Będą patrolować okolicę. Będą ćwiczyć, szkolić się, naprawiać i fortyfikować zamek oraz bedą zajmować się wszelkimi zewnętrznymi zagrożeniami, którym przyjdzie nam stawić czoła. 
Specjalnie wtrącił to „nam”. Im prędzej dostrzeże w nim sojusznika, tym szybciej uda mu się nakarmić własnych ludzi.
źródło:cherrypoint.marines.mil
-Co będą ćwiczyć? -zapytała. 
-Wynajmujesz nas do bardzo specyficznych zadań. Moi ludzie muszą pozostawać w dobrej kondycji przez cały czas. 
-Wyobrażam sobie trzystu ludzi, którzy przez cały dzień będą łazić z kąta w kąt, objadać się moim jedzeniem i pić moje piwo -twardo rzekła Elara. 
-Tylko jeżeli będą po służbie. Na zmianę będą patrolować zamek i okolicę, a jeżeli zdecydują się pić piwo w czasie wolnym, będą musieli za nie zapłacić. Co doprowadza nas do kolejnego punktu. Żołnierze muszą otrzymywać żołd. 
Elara odchyliła się na swoim siedzeniu. -Oczekujesz ode mnie, że będę ich żywić, ubierać, wyposażać i jeszcze mam im płacić?
-Tak. W zamian za co ci żołnierze staną pomiędzy tobą, a niebezpieczeństwem. 
-Jeżeli będziemy płacić każdemu z twoich ludzi 500 dolarów miesięcznie, rachunek sięgnie stu pięćdziesięciu tysięcy. Gdybyśmy mieli takie pieniądze, wynajęlibyśmy najemników. I nie byłabym zmuszona zniżać się do brania udziału w tej małżeńskiej farsie. 
Zniżać się? Serio? -Kiedy Nez zacznie wyrzynać twoich ludzi niczym bydło pędzone na rzeź, przechadzając się wśród ich ciał i wdychając zapach ich krwi, będziesz miała szansę im o tym powiedzieć. 
Elara wyprostowała się. -Dbałam o swoich ludzi do teraz i potrafię poradzić sobie z Nezem i bez ciebie. 
-Mógłbym zdobyć ten zamek z dwudziestką swoich ludzi -stwierdził Hugh. -Mógłbym go spalić albo mógłbym zabić was wszystkich i zająć go. 
Pochyliła się ku niemu, wbijając w niego zimne, przepełnione wściekłością oczy. -Tylko spróbuj.
  Też nachylił się w jej stronę. -Mógłbym to zrobić, bo moi ludzie są zawodowymi żołnierzami. I będziesz ich tak traktować. 
-Nie potrzebujemy was. 
-Ależ potrzebujecie. Widziałem Neza w zeszłym miesiącu. Szykuje się na was. 
Blondwłosa Caitlyn pojawiła się w drzwiach. Savannah wzięła od niej dzban i odesłała ją ruchem dłoni. Po chwili na stole wylądowała mrożona herbata. 
Oczy Elary zwęziły się. -I niby powinnam w to uwierzyć?
-Tak. 
-W słowa człowieka, który zdradził swoich przyjaciół?
-W słowa człowieka, który zamierza cię poślubić bez wnikania w twoją przeszłość. Jakoś nie widzę kolejki adoratorów, czekających pod twoimi drzwiami. 
Cofnęła się. -Skąd mam wiedzieć, czy nie współpracujesz z Nezem?
-Masz przed sobą Preceptora Żelaznych Psów -warknął z tyłu Stoyan. 
Hugh podniósł rękę. Stoyan momentalnie zamilkł. 
-Nez nie kłopotałby się takimi podstępami - rzekł Hugh. -Nie jesteś warta aż takiego zachodu. Jesteś łatwą zdobyczą. 
Otworzyła usta. 
-Ilu z twoich ludzi potrafi zabić wampira w pojedynku jeden na jednego?
Nie odpowiedziała. 
-A każdy z moich jest do tego zdolny. Byli szkoleni do ich zabijania, bo Nez i ja spędziliśmy dekadę na wzajemnych próbach zamordowania się. Przesłał mi głowę mojego przyjaciela z lat dzieciństwa, a po tygodniu spotkał się ze mną w Charlotte na kawie. To jest takiego typu człowiek. Tak więc fukaj sobie, ile tylko chcesz, księżniczko. Ale i tak wyjdziesz za mnie, bo nie masz innego wyboru. Nie wygrasz tej walki z rolnikami. Potrzebujesz bezwzględnych, okrutnych sukinsynów, takich jak ja, a z tego co widzę, tylko ja się tutaj pojawiłem. 
Wpatrywali się w siebie w milczeniu. 
-Dostaniecie żywność, wyposażenie i miejsce do spania -odezwała się wreszcie. -Twój wybór. Wóz albo przewóz. 
-Zgadzam się. W zamian pozwolisz mi dokonać modyfikacji i napraw zamku według mojego uznania. I pokryjesz wszelkie niezbędne koszty. 
-Przedyskutujemy każdą z modyfikacji indywidualnie -odpowiedziała. 
-Nie. 
-Mogę nie dysponować odpowiednimi zasobami. 
-W porządku. Porozmawiamy o budżecie, biorąc pod uwagę, że roboty związane z zabezpieczeniem tego miejsca będą miały priorytet. 
-Dobra - rzuciła. -Nie tolerujemy tutaj żadnych przestępstw. Skoro twoi ludzie będą tu przebywać, muszą podporządkować się naszym prawom. Jeżeli ktoś z nich zamorduje albo zgwałci kogokolwiek z miejscowych, karą za to będzie śmierć. Egzekucją zajmiesz się sam. A jeżeli odmówisz, uwierz mi, pożałują, że to nie ty się za to wziąłeś. 
-Zgoda. -Przyszła teraz kolej na wynegocjowanie doposażenia. -Będziemy potrzebować dodatkowych piętnastu koni. -Brakowało im wprawdzie siedemnastu wierzchowców, ale konie były pieruńsko drogie. 
-Okay.
Cholera. Powinien prosić o dwadzieścia. 
-I żeby była pełna jasność -dodała Elara. -to małżeństwo funkcjonuje tylko na papierze. 
-Złociutka, nie masz takiej kasy, by skłonić mnie do czegoś więcej.
Policzki jej się zaróżowiły. -Jeżeli nas zdradzisz, zadbam o to, by nie uszło ci to płazem. 
-Jeszcze się nie pobraliśmy, a już cierpię. 
-No to coś nas łączy - warknęła. 
Jednocześnie odchylili się ku oparciom swoich krzeseł. Miał wziąć sobie za żonę wredną harpię. Świetnie. Po prostu wyśmienicie.
Dugas wystąpił do przodu, nachylił się i wyszeptał coś do ucha Elary. 
-Będę musiała przeprowadzić inspekcję twoich żołnierzy -odezwała się nieznoszącym sprzeciwu głosem Elara. -Musimy wiedzieć, co dostajemy w zamian za naszą żywność. 
-Spoko -posłał jej leniwy uśmiech. -A moi ludzie będą musieli sprawdzić twoje konie i nowe kwatery w zamku. 
-Najpierw przegląd twoich sił. 
Hugh nalał sobie herbaty i głową wskazał w kierunku drzwi. -Rzuć okiem za mury swojego zamku. 

Komentarze

  1. Czarująca rozmowa aż iskry sypały Dziękuje za fragment J :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje, jak widac oboje ostro negocjują,i chyba dojdzie do tego małżeństwa

    OdpowiedzUsuń
  3. O blee...Taka jestem zła...tak mnie wpieniasz a za kilka rozdziałów - oh , będę cię kochać aż za grób ...nie , zawiodłaś mnie panno Harper. Za mało prawdziwego wkur ...wrzenia :P , za duzo rumieńców bo ach cóż on śmiał mi tu powiedzieć ...:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje o tak pasuja do siebie idealnie to bedzie udane malzeństwo Hugh wreszcie znajdzie niespodziewanie dom ktorego nigdy nie mial i milosc ktorej nigdy nie zaznal przynakmniej taka mam nadzieje b.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ilona Andrews

Ilona Andrews to w istocie duet pisarski, w skład którego wchodzą Ilona i Andrew Gordon. Małżonkowie piszą przede wszystkim powieści z gatunku urban fantasy. Ich styl, to połączenie cech charakterystycznych fantasy, horroru oraz magii. Ilona urodziła się w Związku Radziecki w 1976. Do USA przybyła jako nastolatka. Studiowała na wydziale biochemii Western Carolina University. Gordon jest byłym sierżantem armii USA, specjalistą od łączności. Wbrew obiegowym opiniom, Gordon nigdy nie był oficerem wywiadu z licencją na zabijanie, a Ilona nie była tajemniczą rosyjską Matą Hari, która go uwiodła. Według Wikipedii oboje poznali się podczas studiów na uniwersytecie. Natomiast zgodnie z notatką na ich stronie internetowej spotkali się podczas kursów z kreatywnego pisania, tzw. English Composition 101, gdzie Ilona uzyskiwała lepsze oceny (co sprawia, że do tej pory Gordon krzywi się na wzmiankę o tym.) Swoją pierwszą powieść Magic Bites napisali wspólnie w 2007. Jej główna bohaterka K...

Wildfire Rozdział 1 cz.2

Zapraszamy na drugi fragment Wildfire. Niestety Misia już nie ma, co nie znaczy, że jest nudno;-) Otworzyłam usta, ale nic nie powiedziałam.  Mama zrobiła duże oczy i skinęła na mnie, bym podeszła do stołu. Upuściłam swoją torbę na podłogę i usiadłam.  -Napij się herbaty - babcia Frida popchnęła parujący kubek w kierunku Ryndy.  Rynda objęła go dłońmi, podniosła do ust i napiła się z wzrokiem wciąż utkwionym we mnie. Desperacja w jej oczach z wolna przeradzała się w panikę. Dobra.  źródło:pixabay.com Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech, przytrzymałam powietrze w płucach i wolno wypuściłam. Raz…dwa…Spokój…spokój… -Nevada? -zwróciła się do mnie babcia Frida. -Ona jest empatyczką, a do tego Pierwszą -wyjaśniłam. -Jestem zdenerwowana, co na nią wpływa.  Rynda zaśmiała się krótko i usłyszałam Olivię Charles w jej głosie. -Och, dobre sobie.  Pięć…sześć…Wdech…wydech…Dziesięć. Wystarczy.  Otworzyłam oczy i spojrzałam na ...

Ostatni wpis na Bloggerze...

Ponad dziewięć miesięcy, prawie dwieście tysięcy odsłon, blisko 400 wpisów, mnóstwo zabawy, nieco irytacji, sporo doświadczeń, ... aż nadszedł ten moment, w którym zostawiamy Bloggera i ruszamy dalej na przygodę z blogowaniem pod żaglami WordPressa.  O powodach tej migracji pisaliśmy już przed tygodniem, więc teraz skupimy się jedynie na podziękowaniach wszystkim naszym czytelnikom za odwiedzanie nas na tej stronie, dzielenie się z nami swoimi komentarzami, wspieranie nas i utwierdzanie w przekonaniu, że warto było wyciągnąć te przekłady z zakurzonego folderu na dysku twardym i rzucić się na głębokie wody blogosfery.  Cieszymy się, że byliście z nami od września zeszłego roku i w cichości ducha liczymy, że przez ten cały czas udało nam się dostarczyć Wam nieco czytelniczej radości, a przy okazji może i przekonać do sięgnięcia po jakąś nową pozycję.  Jednocześnie mamy nadzieję, że nadal będziecie z nami i pozwolicie utwierdzać się nam w przekonaniu, że warto kontynu...